O ile często wydaje się, że najtrudniejsze jest założenie sklepu, fizyczne jego otworzenie, tzn. wybór oprogramowania, szaty graficznej i dopięcie aspektów technicznych do końca, o tyle dużo bardziej mozolną pracą jest wprowadzanie do niego produktów. To, co dla jednych jest wymarzonym zadaniem i pracą niemalże hobbystyczną, dla innych stanowi bardzo poważny problem i motyw do szukania innych, nieco  łatwiejszych sposobów na uzupełnienie oferty i umożliwienie klientom zakupów. W efekcie produkty ostatecznie pobierane są od producentów lub, co gorsza, z innych baz produktów i powstaje enty sklep, który niczym nie odróżnia się pod tym względem od konkurencji. Ale nie to jest w tym wszystkim najgorsze…

Opis, a pozycjonowanie

Najgorsze jest to, że taki opis nijak nie wspiera działań mających na celu poprawienie pozycji w wyszukiwarkach. Ba! W ogóle pojawienie się sklepu na liście! No bo gdzie będzie on zaraz po otworzeniu, bez jakiejkolwiek historii czy renomy? Nawet najbardziej wytrwały klient nie ma szans dotrzeć na tysięczną stronę wyników dla danego zapytania. A zadowolony właściciel sklepu, zadowolony, że przechytrzył system inwestuje w pozycjonowanie i oczekuje wyników… No i sobie trochę poczeka… A nawet gdy się już po jakimś, dłuższym lub krótszym czasie doczeka, to co zaoferuje swojemu drogiemu (nie bez przenośni) klientowi? Dokładnie to samo, co większość podobnych sklepów. I jeśli nie będzie miał w zanadrzu nic innego, czym mógłby ich skusić do zrobienia zakupów właśnie u niego to może wygrać co najwyżej niską ceną. Pytanie, czy o to chodzi?

Czy warto walczyć o klienta ceną?

Jestem daleka od popierania walki o klienta ceną. Oferując produkty na bardzo niskiej marży trzeba zrobić naprawdę duży obrót, żeby się to biznesowo opłacało. Znam historię przynajmniej jednego obecnego giganta ze sprzętem AGD, który jeszcze niedawno przynosił straty. Dopiero po kilku latach istnienia pojawiły się pierwsze zyski ze sprzedaży internetowej, a firma istniała od lat. Fakt, niektóre produkty mieli w bardzo okazyjnych cenach. Sprzedaż pewnie była imponująca. Ile jednak może wytrwać firma nieposiadająca mocnego zaplecza,  inwestora lub innych źródeł przychodów jadąc cały czas na stracie? Dlatego zdecydowanie popieram pozacenowe sposoby konkurencji.

Checklista dobrego opisu produktu

Dlatego zawsze starałam się szukać innych sposobów walki o klienta. I jednym z nich jest odpowiednia prezentacja produktów. Temat to długi jak rzeka i można spędzić nad nim całe dnie, a nawet tygodnie, ale dziś zebrałam najważniejsze wskazówki dotyczące wprowadzania i opisywania produktów i stworzyłam z nich checklistę, abyś w szybki i łatwy sposób mógł sprawdzić, czy Twoje opisy produktów są unikalne i wartościowe, oraz czy mają szansę być skuteczne.

  1. Unikalny opis

Jeśli masz wątpliwości, skopiuj jego fragment i wklej w wyszukiwarkę, a następnie prześledź wyniki. Przy okazji możesz odkryć kto kopiuje od Ciebie i ukrócić ten proceder.

  1. Krótki, 2-3-zdaniowy wstęp z najbardziej istotnymi korzyściami danego produktu

Porównam to do prezentacji na żywo – jeśli miałbyś 10 sekund na opowiedzenie o produkcie potencjalnemu klientowi, to czy to co powiedziałbyś mu na żywo pokrywa się z tym, co jako pierwsze czyta Twój klient w opisie?

  1. Cechy produktu są czytelnie wypunktowane

Zapomnij o opisach w postaci bloku tekstu wypełniającego przestrzeń od prawej do lewej krawędzi strony. Już 4-5 linijek takiego tekstu wystarczy, żeby skutecznie zniechęcić klienta do dalszego czytania opisu. Badania eye-trackingowe udowadniają, że teksty zawarte na stronie są skanowane wzrokiem, a nie czytane od deski do deski. Więc taki blok tekstu jest praktycznie nieczytelny i klient musiałby być naprawdę zainteresowany zakupem, żeby przez niego przebrnąć. Lepiej wypunktować najważniejsze cechy stosując jednocześnie pogrubienia i pochylenia tekstu w odpowiednich miejscach.

  1. Zastosowany jest język korzyści

Prześledź cechy produktu wymienione w opisie. Sprawdź, czy każda z nich zawiera odpowiedź na pytanie „Co mi to daje?”. Klient może nie wiedzieć, o co chodzi np. z mocą w czajnikach i o czym ona świadczy. Jakiś czas temu pisałam o tym, jak używać języka korzyści na przykładzie poduszki z łuską gryki.

  1. Wygląd produktu jest dobrze opisany

Koń jaki jest każdy widzi, ale nie Google. Póki gigant nie potrafi ze zdjęcia odczytać w jakim kolorze jest dany produkt, póty musimy w opisach łopatologicznie zawierać to, co widać na zdjęciu. Sprzedajesz sukienkę do kolan w czarne groszki z białym kołnierzykiem i zawiniętymi mankietami? Koniecznie zawrzyj to w opisie.

  1. Zawiera najważniejsze słowa kluczowe i synonimy

Czasem ile osób tyle nazw jednej rzeczy. Najprostszy przykład: czajnik elektryczny. No właśnie – elektryczny czy bezprzewodowy? A laptop tona pewno laptop czy może komputer przenośny albo notebook? Polecam podczas tworzenia opisów produktów skorzystanie z darmowego narzędzia Google Keyword Planner, które pomoże w doborze odpowiednich słów kluczowych oraz Google Trends, które pokaże trendy i popularność poszczególnych fraz.

  1. Tekst zrozumiały jest dla 7-latka

To nie żart. Jednym z najczęstszych błędów jest zakładanie, że nasz klient wie, zna fachowe i techniczne słownictwo i niczym dziwnym nie będą dla niego stricte techniczne pojęcia. Dla części na pewno tak będzie, natomiast uwierz mi na słowo, jest cała masa ludzi, którzy mogliby zostać klientami sklepu, ale ostatecznie nigdy się nimi nie staną z uwagi na brak zrozumienia opisu produktu. Część zadzwoni, napisze i zapyta, ale to nieliczny odsetek. Reszta poszuka bardziej przyjaznego opisu w innym miejscu. Jeśli opisy w Twoim sklepie będą zrozumiałe dla 7-latka to nie będziesz mieć problemu z ciągłymi pytaniami, a i sprzedaż powinna być większa.

To podstawowa checklista, która zawiera najważniejsze z punktu widzenia sprzedaży i marketingu zagadnienia. Jeśli masz u siebie odhaczonych 7 powyższych elementów – gratuluję, Twoje produkty są dobrze opisane i przygotowane dla Twoich klientów i wyszukiwarki. Jeden punkt na liście mniej :)